piątek, 9 stycznia 2009

Matt story

2006-03-20 (26 urodziny)
Trzy dni przedtem:

- wycof z drogi szmidtow do solvaya
- mój locik 40m, utrata przytomności na kilka minut
- smigielko, szpitalik
- potłuczony łokieć, jedynie...

Bóg jest wiec blisko. Przez najbliższe kilka tygodni pewnie będę trochę poważniejszy.

Lodowa nie za trudna rynna, ale z takim chujowym lodem (raz lód raz skala). Po lewej stronie rynny takie skałeczki kruche (kamyczki przyprószone śniegiem i lodzikiem) - brak możliwości asekuracji Po prawej stronie rynny płyty, z zadka możliwością asekuracji.

Ostatnie przeloty 15 m pod nogami, doszedłem do miejsca, w którym chciałem coś założyć, rozstawiłem się szeroko, wyluzowałem i zacząłem oglądać ryskę (na malutkiego frienda/haka)
Wyjechała mi prawa noga (chyba wyjechała, ale szczerze mówiąc to nie jestem pewien czy coś się nie ukruszyło). Dziabki miałem wbite z boku na repikach.

Wyrwałem haka 15 m pod nogami, jakieś kilka metrów niżej miałem pancernie osadzonego Robocika 0,5 - czeskiego na dwóch cięglach. On zatrzymał. Krzysiek twierdzi ze było to z 40m. Bylem jakieś 10m od końca liny, zatrzymałem się jakieś kilka m nad Krzyskiem. Wyglądało to podobno strasznie, bylem do góry nogami, jakoś strasznie powyginany, odstawała mi w powietrzu noga która drgała w drgawkach. Nie mógł mnie opuścić bo jakoś się zaklinowałem...

Jak odzyskałem przytomność to nie moglem się odwrócić nogami do dolo, jak mi się udało i Krzysiek mnie opuścił do siebie to okazało się ze strasznie śmierdzi gazem - rozjebałem kartusz, jak puszkę po coca coli. Przez chwile nie zdawałem sobie sprawy jak to się stało, wkrótce dotarło do mnie ze walnąłem w momencie próby osadzenia...

Rozwaliłem kompletnie tył kasku - to co tak ładnie zachodzi na podstawę czaszki (coś czego nie ma Ecrin Rock). Tak ze ten kask polecam jak najbardziej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz