<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5111637768133927268</id><updated>2012-02-16T14:47:18.316-08:00</updated><title type='text'>blog rajczera</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://rajczer.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5111637768133927268/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rajczer.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>rajczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00125567717097133783</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='20' src='http://3.bp.blogspot.com/_jhpCwklfPIg/SWc53NMt_MI/AAAAAAAADKg/dQSDDwome0c/S220/cv_368_080215152301.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>4</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5111637768133927268.post-3224521285859504966</id><published>2009-03-24T06:19:00.000-07:00</published><updated>2009-04-10T05:24:51.232-07:00</updated><title type='text'>LES DROITES, ściana północna, "Le Ginat"</title><content type='html'>Pogoda była sprzyjająca przez cały, półtoratygodniowy, okres pobytu. Prognozy nie wytrącały nas z obranych planów. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia – plany kilku zespołów pokrzyżował silny wiatr, który pojawił się pod koniec zeszłego tygodnia… zamknięte kolejki dostarczały frustracji…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Planowaną drogą aklimatyzacyjną był Mały „Mc Intyre”. Odpuściliśmy po 7 godzinach torowania w trakcie których nie doszliśmy nawet pod drogę. Minęliśmy Walkera i pięliśmy się w górę. Staraliśmy się i tempo nie było złe. W końcu pokonały nas jednak te masy niezwiązanego ciężkiego śniegu. Wbijanie się w drogę około dziesiątej nie miało sensu. Również powrót na dół nie był prosty - narty stały w linii spadku stoku... do Leshaux powróciliśmy skonani. Postanowiliśmy zjechać na dół i udać się na główny cel. Pracę domową z aklimy uznaliśmy za odrobioną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po szychcie postanowiliśmy solidnie odpocząć. Po pełnych dwóch dniach restu udaliśmy się do Argentiere. Po krótkim noclegu (nie mogłem zasnąć i spałem pełną 1h) wbiliśmy się w północną ścianę Les Droites na Ginat’a. Droga była w warunkach. Gnaliśmy jak psy spuszczone ze smyczy i kilka godzin przed zmrokiem zameldowaliśmy się na przełączce kończącej drogę. Problemy pojawiły się w zejściu, które ciągnęło się okrutnie. Zapadaliśmy się po kolana, dodatkowo mieliśmy problemy ze znalezieniem schroniska Couvercle. O trzeciej nad darem zdecydowaliśmy się na rajd non stop do Montvers. Spałem w marszu. Pamiętam jedynie poklatkowe obrazy, momenty gleby bądź walki o równowagę. Czułem się jakbym szedł po asfalcie - akurat lodowiec w przeciwieństwie do zejścia z pod ściany był dość zmarznięty. Finalnie na peronie zębatki zameldowaliśmy się około siódmej. Oczywiście po pokonaniu drabinek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnego dnia opuścił nas Krzysiek. Zaropiałe obtarcia piszczeli zadecydowały o powrocie do domu. Krzyś zabrał się z Marcinem Michałkiem i Adasiem Pieprzyckim. Chłopcy nie wbili się w drogę klasyczną na Dru (technical problem z kolejką – pech). Zrobili wschodnią diretę na Agile de Midi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Marcinem udaliśmy się do Argentiere odebrać sprzęt z pod ściany. Pojawiają się prognozy o mocnym wietrze. Wahamy się co począć, w końcu po noclegu w Cham udajemy się na Valle Blanche. W planach mamy jedną drytoolową drogę, po której chcemy wracać do domu. W piątek wbijamy się w drogę 'Hit Machine III 4 M6 250m' i po dwóch wyciągach orientujemy się, że to wyschnięty lodospad… cóż, opis przewodnikowy był zbyt lakoniczny. Niedosyt wspinania pozostaje. Po pół godzinie wbijamy się w 'Star Academixte M6. 250m' na Pointe Lachenal które okazuje się dwu i pół wyciągowym przyjemnym technicznym wspinaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Cosmiqa wracamy nasyceni. Kolejnego dnia zjeżdżamy na nartach na dół i wsiadamy w samochód by wrócić do domu z poczuciem wykonanej misji.&lt;br /&gt;Tradycyjnie dziękuję matce Pezecie oraz firmie Himountain!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pocztówkowe fotosy z wyjazdu są tutaj:  &lt;a class="moz-txt-link-freetext" href="http://picasaweb.google.pl/rajczer/WyjazdAlpejskiMarzec2009PlonGinatNaDruatach#"&gt;http://picasaweb.google.pl/rajczer/WyjazdAlpejskiMarzec2009PlonGinatNaDruatach#&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Reportażowe pojawią się po zakończeniu walki z analogowym materiałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowanie:&lt;br /&gt;16.03.2009 Marcin Księżak, Wojtek Ryczer, Krzysiek Sadlej, LES DROITES, ściana północna, "Le Ginat" (V, 5, 1000m), 15h wspinania, 30h non-stop.&lt;br /&gt;20.03.2009 Marcin Księżak, Wojtek Ryczer, POINTE LACHENAL, "Star  Academixte" (M6, 250m)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jhpCwklfPIg/Sd86ZjqY-vI/AAAAAAAAEjw/ML2vy216vEk/s1600-h/DSC01027_s_graph.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jhpCwklfPIg/Sd86ZjqY-vI/AAAAAAAAEjw/ML2vy216vEk/s320/DSC01027_s_graph.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323037495319395058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5111637768133927268-3224521285859504966?l=rajczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rajczer.blogspot.com/feeds/3224521285859504966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rajczer.blogspot.com/2009/03/les-droites-sciana-ponocna-le-ginat.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5111637768133927268/posts/default/3224521285859504966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5111637768133927268/posts/default/3224521285859504966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rajczer.blogspot.com/2009/03/les-droites-sciana-ponocna-le-ginat.html' title='LES DROITES, ściana północna, &quot;Le Ginat&quot;'/><author><name>rajczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00125567717097133783</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='20' src='http://3.bp.blogspot.com/_jhpCwklfPIg/SWc53NMt_MI/AAAAAAAADKg/dQSDDwome0c/S220/cv_368_080215152301.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jhpCwklfPIg/Sd86ZjqY-vI/AAAAAAAAEjw/ML2vy216vEk/s72-c/DSC01027_s_graph.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5111637768133927268.post-8175639465198648982</id><published>2009-01-09T04:56:00.001-08:00</published><updated>2009-04-10T05:18:22.223-07:00</updated><title type='text'>Atak Skorpiona</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;poniedziałek 5 stycznia 2009&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W planie mieliśmy dróżkę na Jaworowej Turni. Przyjechaliśmy do Jaworzyny spóźnieni (śnieżyło w drodze). Postanowiliśmy więc przespać się w samochodzie - pierwotny plan zakładał zostawienie namiotu pod ścianą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W nocy było piekielnie zimno. Krzyś spał za kierownicą, ja w bagażniku. Wstaliśmy w sobotę (3.01.09) o 3 nad ranem. Zbieramy się, grzejąc wnętrze silnikiem. Krzyś otwiera drzwi i zaczyna wyć jakaś mała syrenka, silnik gaśnie, miga dioda, która zawsze paliła się światełkiem ciągłym. Jakimś cudem uaktywnił się system, o którym nikt nie miał pojęcia. Po godzinie zabawy w resetownie odłączaniem akumulatora doszliśmy do wniosku, że to gówno nie jest fabryczne. Przyjrzeliśmy papiery i znaleźliśmy instrukcję do IMMOBILIZERA SKORPION.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W instrukcji stało, że urządzenie unieruchamia (pewnie odcięciem pompy) samochód po otwarciu drzwi przy włączonym silniku. Trzeba go wyłączyć, po takiej ewentualności wciskając UKRYTY PRZYCISK. Przyciśnięty przez 10s wprowadza system w tryb serwisowy (jest całkowicie nieaktywny), wciśnięty ponownie włącza ten syf. Rozpoczęła się zabawa w macanie, wymacaliśmy całą podłogę, lewarki, fotel, pod fotel, kierownicę, panele, drzwi... dotykaliśmy śrubki - pojedynczo i parami i chój. Szło nam wolno, było z -25 i traciliśmy dość szybko czucie w palcach. Kilka razy dogrzewaliśmy się w śpiworach. Robiliśmy również herbatę, co było trudne, gdyż zamarzał nam gaz... (nabijany kartusz odwrócony do góry nogami wyrzucił z siebie krople gazu) dobrze że mieliśmy dwie butle i palniki, podgrzewaliśmy je wzajemnie i w końcu zagotowaliśmy wodę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O 5:30 nad ranem rozpoczęliśmy rozbieranie samochodu. Powolutku, począwszy od diody śledziliśmy po kabelkach macki Skorpiona. Od od panelu nad radiem, do stacyjki, po skrzynkę pod kierownicą. Krzysztof o ósmej (!) rano osiągnął switch pod wykładziną podłogi. By go wcisnąć trzeba było całkiem potężnie nacisnąć wykładzinę w dość nieoczekiwanym miejscu. Nie do wymacania. To było to! Samochód ożył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostaliśmy pokonani przez Skorpiona. Możecie się domyślać, jak wyglądał samochód, skorpion pokrył szronem wszystko w środku, włącznie z uszczelkami. Ogrzewaliśmy się i V40 do 9 rano i zdecydowaliśmy się pójść na Halę, na Prawego Dorawskiego na Świnicy. Wycofaliśmy się z drogi po 3 wyciągach, zirytowani odśnieżaniem trójkowych płyt. Było -15, wiał wiatr, padało i waliły pyłówki. Warunki w ścianie słabe, pod ścianą jeszcze gorsze (na szczęście poruszaliśmy się na nartach, więc ta kwestia nas nie dotyczyła).&lt;br /&gt;Nie korzystałem jeszcze z nart w Tatrach. W tym przypadku to była REWELACJA. Podejście pod Świnicę z Betlejemki zajęło nam mniej niż 2h. Na nogach zajęło by pewnie z 5h. Powrót 30min, zjazd z Betlejemki do Suchej wody do samochodu to kolejne 20minut. Ekspresem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś rano (poniedziałek) wymarzłem po raz trzeci, turlając się bikiem do pracy przy -15.&lt;br /&gt;Chciałem się z wami podzielić historią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Krzyś włączył system piętą, podczas snu... spał pozycji w nietypowej dla kierującego... mówi, że nawet zbudziło go dziwne bipnięcie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jhpCwklfPIg/Sd831w2JJSI/AAAAAAAAEjo/zLLgtTOdxJI/s1600-h/atak_skorpiona.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jhpCwklfPIg/Sd831w2JJSI/AAAAAAAAEjo/zLLgtTOdxJI/s320/atak_skorpiona.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323034681359803682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5111637768133927268-8175639465198648982?l=rajczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rajczer.blogspot.com/feeds/8175639465198648982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rajczer.blogspot.com/2009/01/atak-skorpiona_09.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5111637768133927268/posts/default/8175639465198648982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5111637768133927268/posts/default/8175639465198648982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rajczer.blogspot.com/2009/01/atak-skorpiona_09.html' title='Atak Skorpiona'/><author><name>rajczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00125567717097133783</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='20' src='http://3.bp.blogspot.com/_jhpCwklfPIg/SWc53NMt_MI/AAAAAAAADKg/dQSDDwome0c/S220/cv_368_080215152301.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jhpCwklfPIg/Sd831w2JJSI/AAAAAAAAEjo/zLLgtTOdxJI/s72-c/atak_skorpiona.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5111637768133927268.post-2254010063173950236</id><published>2009-01-09T04:43:00.000-08:00</published><updated>2009-01-09T04:54:31.066-08:00</updated><title type='text'>Opowiadanko urodzinowe - Praga.</title><content type='html'>Jest 22:11, 20 marca 2007. Moje 27 urodziny. Siedzę w hotelu Ibis w Pradze. Ręce mam przemarznięte i nie czuje opuszków. Gacie mokre, ochraniacze do rolek na łokciach… i tak mi się podobało, że postanowiłem napisać to krótkie opowiadanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciłem zmulony z pracy o 20. Dużo roboty. Widziałem z www.wunderground, że ma nie być najlepiej, ale zmotywowany pomknąłem na rolki. To ‘już’ dzień czwarty, z każdym po godzince. Tak się zakręciłem, że dziś nie mogłem się doczekać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Asfalt lekko mokry, ale leciutko. Malutka mżawka. Na poligon rolkowy z hotelu jest rzut beretem. Ulica dwukierunkowa z trawnikiem pomiędzy pasami. Zamknięta całkowicie z jednej strony murem, za którym jest nowa przelotówka przez centrum. Z drugiej górką, u szczytu której styka się z inną nadrzędną. Dwa wydzielone pasy, dwa skrzyżowania T tylko w bok, szkoła, warsztat mechaniczny… kilku śpiących policjantów do nauki pokonywania przeszkód. Imitacja stadionu. Miła rzecz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj ściągnąłem „Techniques - Stopping, backwards skating, etc.” po czym pogadałem na MSNie ze specjalistą. I co? Ano, z hamulcem udało się przy pierwszej próbie. „Stop-T” podobnie. Na każdej pętli podjeżdżam więc pod górkę, gdzie nerwowe 10m pod prąd na nadrzędnej, i w dół na testy hamowania. Zatrzymują dwa sposoby, … całkiem inaczej niż na pierwszej lekcji, gdy z musu hamowałem pługiem, kilka razy z wykończeniem glebą. Minuty lecą, pętelka za pętelką. Jeździ się świetnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do mżawki dochodzi jednak śnieżek. Sic, myślę sobie, idzie tak zajebiście a tu koniec. Okazuje się, że jednak nie. Roleczki smarowane śmigają same, a poślizg pod koniec odepchnięcia dodaje jedynie smaczku. I raz z przypadku, na nawrocie pętli przed murem okazuje się, że „power stop/sidle - this is oneof the most effective stops, and also one of the hardest” wcale nie skomplikowany. Hehe!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatni dzień tej ściemnianej zimy a tu śnieg zrobił się taki konkretny. Paluszków już nie czuję, na podjeździe pod górkę dżiny przyklejają się do ud. Kurwa, złapałem rytm. Mam urodziny więc dam sobie prezent – jeszcze kilka pętelek. Nigdy nie miałem łyżew, wrażenia pewnie są takie same - sobie myślę. Zajebiste!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przycinam n-tą pętelkę. Małe urozmaicenie - mijam rozmawiającą przez telefon Czeszkę. ‘Ahoj’ słyszę… ‘Ahoj’ odpowiadam. A ona relacjonuje w komóreczkę, że jest tu ktoś trzeci. Ale skucha Łosiu, pewnie ‘Ahoj’ bo ktoś z drugiej strony odebrał, … myślę mknąc dalej. Kolejne kółeczko. Czółko pochylone bo już nic nie widzę przez te sypiące płatki. Gogle by się przydały. Podnoszę główkę na skrzyŜowaniu i oohhh - Czeszka coś do mnie krzyczy.&lt;br /&gt;Prostuję się, jak się robiło to hamowanie, nie zdążyłem … ślisko … piękną walę, zajebiście spektakularną glebę …&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Się jakoś pozbierałem i ledwo stoję w miejscu, na tych rolkach. Śnieg zacina konkretny, opieram się o jakiś samochód. Na głowie przemoczona jak szmata opaska (buff to się nazywa – super patent, tak nie wygląda). Zwisające mokre dżiny w kratę. Żenada. Dla odmiany Czeszka pięknie wygląda i się ślicznie uśmiecha… i coś świergocze. A ja jej na to:&lt;br /&gt;- „I do not speak Czech.”.&lt;br /&gt;- /zdziwienie/ „where are You from.”&lt;br /&gt;- „From Poland.”&lt;br /&gt;- „So, what are You doing here???”&lt;br /&gt;- „ … now I learn rollers … ”&lt;br /&gt;- „Why now? Here???”&lt;br /&gt;- „I stay at Ibis, 200 meters from here, it’s close.”&lt;br /&gt;- „I, the fuck, do not belive You.”&lt;br /&gt;… sam bym nie uwierzył&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tekst ten dedykuję kochanej Agusi, która złożyła mi najwspanialsze życzenia urodzinowe, jakie kiedykolwiek dostałem. Oraz Krzysiowi, który mi kupił ochraniacze. Gdyby nie one pewnie nie mógł bym aktualnie pisać… bo teraz nadgarstek boli mnie tylko trochę. Dedykuję również, tym wszystkim którzy wiedzą jakie to uczucie być ‘w delegacji’ i nie móc się do nikogo wygadać w naszym wyrazistym ojczystym języku !&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I tym wszystkim, którzy czasem walą piękną, zajebiście spektakularną glebę ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I love You all !!!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5111637768133927268-2254010063173950236?l=rajczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rajczer.blogspot.com/feeds/2254010063173950236/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rajczer.blogspot.com/2009/01/opowiadanko-urodzinowe-praga.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5111637768133927268/posts/default/2254010063173950236'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5111637768133927268/posts/default/2254010063173950236'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rajczer.blogspot.com/2009/01/opowiadanko-urodzinowe-praga.html' title='Opowiadanko urodzinowe - Praga.'/><author><name>rajczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00125567717097133783</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='20' src='http://3.bp.blogspot.com/_jhpCwklfPIg/SWc53NMt_MI/AAAAAAAADKg/dQSDDwome0c/S220/cv_368_080215152301.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5111637768133927268.post-7741429745935793615</id><published>2009-01-09T04:34:00.000-08:00</published><updated>2009-01-09T04:59:14.520-08:00</updated><title type='text'>Matt story</title><content type='html'>2006-03-20 (26 urodziny)&lt;br /&gt;Trzy dni przedtem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- wycof z drogi szmidtow do solvaya&lt;br /&gt;- mój locik 40m, utrata przytomności na kilka minut&lt;br /&gt;- smigielko, szpitalik&lt;br /&gt;- potłuczony łokieć, jedynie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bóg jest wiec blisko. Przez najbliższe kilka tygodni pewnie będę trochę poważniejszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lodowa nie za trudna rynna, ale z takim chujowym lodem (raz lód raz skala).  Po lewej stronie rynny takie skałeczki kruche (kamyczki przyprószone śniegiem i lodzikiem) - brak możliwości asekuracji  Po prawej stronie rynny płyty, z zadka możliwością asekuracji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie przeloty 15 m pod nogami, doszedłem do miejsca, w którym chciałem coś założyć, rozstawiłem się szeroko, wyluzowałem i zacząłem oglądać ryskę (na malutkiego frienda/haka)&lt;br /&gt;Wyjechała mi prawa noga (chyba wyjechała, ale szczerze mówiąc to nie  jestem pewien czy coś się nie ukruszyło). Dziabki miałem wbite z boku na repikach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyrwałem haka 15 m pod nogami, jakieś kilka metrów niżej miałem  pancernie osadzonego Robocika 0,5 - czeskiego na dwóch cięglach.  On zatrzymał.  Krzysiek twierdzi ze było to z 40m. Bylem jakieś 10m od końca liny, zatrzymałem się jakieś kilka m nad Krzyskiem. Wyglądało to podobno  strasznie, bylem do góry nogami, jakoś strasznie powyginany, odstawała  mi w powietrzu noga która drgała w drgawkach. Nie mógł mnie opuścić bo jakoś się zaklinowałem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak odzyskałem przytomność to nie moglem się odwrócić nogami do dolo,  jak mi się udało i Krzysiek mnie opuścił do siebie to okazało się ze  strasznie śmierdzi gazem - rozjebałem kartusz, jak puszkę po coca coli.  Przez chwile nie zdawałem sobie sprawy jak to się stało, wkrótce dotarło  do mnie ze walnąłem w momencie próby osadzenia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozwaliłem kompletnie tył kasku - to co tak ładnie zachodzi na podstawę czaszki (coś czego nie  ma Ecrin Rock). Tak ze ten kask polecam jak najbardziej...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5111637768133927268-7741429745935793615?l=rajczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rajczer.blogspot.com/feeds/7741429745935793615/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rajczer.blogspot.com/2009/01/2006-03-20-26-urodziny-trzy-dni.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5111637768133927268/posts/default/7741429745935793615'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5111637768133927268/posts/default/7741429745935793615'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rajczer.blogspot.com/2009/01/2006-03-20-26-urodziny-trzy-dni.html' title='Matt story'/><author><name>rajczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00125567717097133783</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='20' src='http://3.bp.blogspot.com/_jhpCwklfPIg/SWc53NMt_MI/AAAAAAAADKg/dQSDDwome0c/S220/cv_368_080215152301.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
